Wieczorem,, po burzliwych obradach, prezentowaniu swoich talentów odbyła się potańcówka. Zaczęliśmy od poloneza i tak co rusz zapoznawaliśmy się z nowymi tańcami. Niestety po kilku podrygach zaczęliśmy odczuwać zmęczenie. Dzięki dobroci i znajomości Cioci Basi nocowaliśmy w hostelu Marta, tj. na stateczku, na Wiśle. Cudowne doświadczenie i jeszcze piękniejsze widoki. Po śniadaniu udaliśmy się na Mszę Św. w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Skauci prezentowali się cudownie... chyba to za małe słowo. Dziewczyny ubrane w niebieskie koszule, granatowe spódnice, mężczyźni w koszule w kolorze piaskowym...Mszę rozpoczynał śpiew chóru, który był prowadzony przez specjalnie wyszkolonego dyrygenta. Ich głosy poruszyły nas wewnętrznie. Wszyscy zachowywali się wzorcowo, byłam dumna z tego, że mogę przebywać w ich gronie. Małe dzieciaczki spacerowały po Kościele, opiekowali się nimi dzielni ojcowie :)
Po Mszy Św. i apelu kończącym sejmik, byliśmy u Cioci Awy, która biedna męczyła się z ekspresem do kawy;) Jak zwykle zostaliśmy nakarmieni przepysznościami, w tym tartą ze śliwkami. Byliśmy także u Cioci Basi i wujka Marka, ich córek Gosi i Magdy...a i jeszcze przywitał nas bardzo towarzyski... pies, ich członek rodziny. Naśmialiśmy się do oporu! Ciocia zrobiła nam kanapki na drogę, dała owoce. I jak zwykle wyruszyliśmy bardzo późno, bowiem cechą charakterystyczną naszych odwiedzin są ''dosyć'' długie rozmowy ;) Nie możemy się z Wami wszystkimi pożegnać. Jak dobrze, że niedługo zobaczymy się na ślubie i weselu. Pojechaliśmy następnie do Nowego Sącza, do naszego kochanego Księdza Pawła Kochaniewicza, który jest przykładem tego, że święci ludzie chodzą po ziemi... choć jest on bardzo skromny. Z wielką radością przyjęliśmy jego potwierdzenie o obecności na naszym ślubie!!! Tylko musimy jeszcze napisać mu tekst kazania :D Podejrzewam jednak, że tak mądry człowiek powie kazanie, które na pewno zapamiętam do końca życia. Chwała Panu za takich ludzi!
Rozmawialiśmy do późna, choć Ksiądz o 6 rano miał spowiedź, a potem rozpoczęcie roku szkolnego. Z Nowego Sącza ruszyliśmy do Brzozowej, do wspaniałej rodziny... Dom oddalony od miasta, położony na bardzo górskim terenie...w środku mnóstwo dzieł artystycznych dzieci, które chodziły do szkoły plastycznej. I kolejne godziny rozmów, bezcenne... Do Opatowa dotarliśmy okropnie późno, babcie już spały, a tylko mama Michała przywitała nas i poszła spać. Byliśmy też u chrzestnego Michała, Grześka w Sichowie. Od Babci Natalii dostaliśmy książeczkę, w której napisane było, że rok 1994 był Rokiem Rodziny. Przeczytaliśmy bardzo ważne słowa w Liście do Rodzin Ojca Świętego Jana Pawła II i staraliśmy się je rozważyć. Już niedługo powiemy sobie przysięgę małżeńską i wypowiemy te piękne słowa: ,,Biorę ciebie Michale/ Małgorzato za męża/ żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci''. Małżeństwo jest więc szczególną komunią osób. Rodzina- na gruncie tej komunii- ma stawać się wspólnotą osób. Będziemy więc podejmować to zadanie wobec Boga i Kościoła, o czym przypomni nam Ojciec Bertold, nasz celebrans :)
Obecni będziecie także Wy nasi kochani Goście i co najważniejsze Świadkowie tej sakramentalnej przysięgi.
Z wielkim bólem trzeba było się pożegnać z babciami i powrócić do Warszawy, a tam kolejne sprawy... Cieszymy się Agnieszko, że będziesz obecna z Krzysztofem! Czekamy na kolejne potwierdzenia swojej obecności :) Pozdrawiamy Was serdecznie!
Małgosia z Michałem
Lubię to! :)
OdpowiedzUsuńA my lubimy Adriana :) I jego mamę też, i tatę, i siostrę, i brata też of course!
OdpowiedzUsuń